Wielkie Rozdarcie
Jeśli odpychanie ciemnej energii rośnie z czasem, przyspieszenie narasta bez ograniczeń i rozrywa gromady, galaktyki, planety, a na końcu atomy.
Lukasz Szramuk ·
Wielkie Rozdarcie to zakończenie, w którym ekspansja wymyka się spod kontroli. Zależy od jednej liczby: w, stosunku ciśnienia ciemnej energii do jej gęstości. Zwykła stała kosmologiczna ma w = −1 i pcha ze stałą siłą na zawsze. Jeśli w leży poniżej −1 — mowa wtedy o „energii fantomowej” — parcie rośnie wraz z rozrostem przestrzeni, napędza samo siebie, a przyspieszenie przestaje mieć granicę. Robert Caldwell, Marc Kamionkowski i Nevin Weinberg nazwali ten scenariusz i rozpisali jego skutki w pracy z 2003 roku o podtytule Cosmic Doomsday.
Sugestywny czyni go rozkład jazdy. W przeciwieństwie do śmierci cieplnej Wielkie Rozdarcie ma termin, a niemal wszystko dzieje się tuż przed nim. W przykładzie rozpisanym przez autorów koniec przypada za jakieś 22 miliardy lat: Droga Mleczna rozpada się mniej więcej 60 milionów lat wcześniej, Układ Słoneczny przestaje się trzymać na jakieś trzy miesiące przed końcem, Ziemia zostaje rozerwana w ostatnie pół godziny, a atomy rozpadają się w ostatnich 10^-19 sekundy. Rozdzieranie schodzi po skalach po kolei, bo ekspansja pokonuje jedną po drugiej każdą siłę wiążącą — najpierw grawitację, potem elektromagnetyzm, na końcu oddziaływania jądrowe.
Energia fantomowa nie jest wygodnym postulatem. Łamie zerowy warunek energetyczny, a teorie pola, które ją dają, mają zwykle ujemną energię kinetyczną, co czyni próżnię niestabilną. Pomiary też nie były dla niej łaskawe: równanie stanu ciemnej energii raz po raz ląduje w granicach kilku procent od w = −1, a wielkie przeglądy z ostatnich lat, jeśli w ogóle się przechylają, przechylają się na stronę niefantomową. Wielkie Rozdarcie przetrwało jako dobrze postawiony przypadek graniczny — to, co by się stało, gdyby w okazało się leżeć tuż za wartością, której nie umiemy jeszcze wykluczyć.
Na tej stronie najbliższym odpowiednikiem jest suwak Λ: pchnij parcie próżni dostatecznie mocno, a dostaniesz wszechświat, który w ogóle niczego nie składa. Rozdarcie to ta sama porażka przychodząca późno zamiast wcześnie — kosmos, który buduje galaktyki, gwiazdy i obserwatorów, a potem rozkłada je z zegarkiem w ręku.